Dziennikarskie combo

Mogę się założyć, że nie ma na tym świecie osoby, która nie wie o istnieniu Internetu. Mogę się też założyć, że każdy potrafi wyjaśnić, na czym polega zawód dziennikarza. Ale żeby dziennikarstwo internetowe? To już się w głowie nie mieści!

Rezygnując z prześmiewczego tonu, bo sprawa jest poważna, pierwsze co zrobiłam, to poszukałam definicji. Okazało się, że dziennikarstwem internetowym jest wszystko, z czego korzystamy na co dzień: media społecznościowe, portale horyzontalne, blogi, kanały na YouTube, strony www. Ważne by dane medium miało charakter informacyjny, a treści na nim zamieszczone były dostępne przez jakiś czas w sieci. Co więcej, w takiej sytuacji każdy z nas może uważać się za dziennikarza internetowego, o ile posiada konto na Facebooku i co jakiś czas udostępnia na swojej tablicy posty innych osób. Brnąć w to dalej, poprosiłam o pomoc Filipa Nowobilskiego z kanału „Duży w maluchu” o doprecyzowanie informacji pozyskanych przeze mnie z Internetu. Stwierdziłam, że osoba z 3-letnim stażem na YouTube opowie o dziennikarstwie internetowym ciekawiej niż niejeden dziennikarz, któremu przełożony zlecił przepisywanie artykułów z gazety papierowej na stronę www. Efekty naszej współpracy znajdziecie poniżej.

  1. Dziennikarstwo internetowe jest przyszłością

Nie ze względu na to, że jest czymś nowym, nie dlatego, że wszystkie inne media za rok lub dwa zostaną zamknięte, ale z powodu młodych ludzi, którzy wychowali się w sieci. Gdy wszyscy Ci ludzie dorosną, tylko nieliczna część z nich będzie korzystać z mediów tradycyjnych i to w formie robienia czegoś oldschoolowego bądź powrotu do korzeni. Już teraz większość z nas traktuje Internet jako jedyne źródło informacji, więc ta zmiana dokonuje się tak naprawdę na naszych oczach.

  1. Wady i zalety dziennikarstwa internetowego

Zalety:

– małe koszty produkcji

– możliwość stworzenia niezależnego medium

Wady:

– brak sztywnych regulacji prawnych

– brak rzetelności i należytej staranności

  1. Internet teraźniejszością dziennikarzy

Odnosi się to głównie do osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z dziennikarstwem. Bez posiadania Twittera lub innych mediów społecznościowych młodzi ludzie nie wyrabiają sobie nazwiska oraz nie pozyskują własnych odbiorców, co mogłoby zaprocentować w przyszłości. Być może zabrzmi to trochę poradnikowo, ale w przypadku zwolnienia osoby z 20 tys. rzeszą fanów na Facebooku z jednej redakcji, redaktor naczelny drugiej popatrzy na jej CV w pierwszej kolejności i nie będzie chciał oglądać już innych. Niestety rzeczywistość jest taka, że pracodawcy patrzą na liczby, a nie czytają artykuły, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć posiadanie talentu dziennikarskiego.

  1. Autorytety wyszły z mody

W dzisiejszych czasach musisz być sobą. Nie Orianą Fallaci, czy Marianem Eile, bo to już było. Tylko postawienie na budowanie własnej marki może przynieść realne zyski w przyszłości. Internet odcina się od wzorców głównie dlatego, że w dziedzinie dziennikarstwa internetowego jeszcze takowych nie ma. Można doszukiwać się ich na własną rękę na blogach, ale na pewno nie na YouTube, który bazuje na teoriach spiskowych (sic!)

  1. Bezkonkurencyjni z konkurencją

Mowa oczywiście o telewizji. YouTube i relacje live na portalach horyzontalnych nigdy nie miały tak wielkiego zasięgu. Przechodzą przez nie tak duże budżety reklamowe, że nie sposób nie zainteresować się tym, co dają nam w zamian. W rezultacie dziennikarze internetowi, szczególnie początkujący wolą zarabiać w Internecie, niż martwić się tym czy wystarczy im do pierwszego, funkcjonując w mediach tradycyjnych. W późniejszych etapach kariery rozbieżności te nie są już tak duże ze względu na nabyte doświadczenie, ale nie ma co ukrywać, że w telewizji najwięcej zarabiają prezenterzy, a nie typowi dziennikarze zbierający informacje do wieczornego wydania wiadomości.

  1. Influencer nowoczesną wersją dziennikarza

Dziennikarstwo nie musi być związane z mediami tradycyjnymi. Internet rozrósł się do tego stopnia, że tylko kataklizm lub wynalezienie czegoś doskonalszego mogłyby go zatrzymać. Nie jest też więc niczym nadzwyczajnym, że wraz z powstaniem nowych mediów, pojawiło się nazewnictwo określające osoby w nich pracujące. Influencer, mediaworker, dziennikarz internetowy – w zasadzie wszystkie te określenia można byłoby przełożyć na grunt mediów tradycyjnych, o ile dziennikarze w nich pracujący opanowaliby korzystanie z Twittera i WordPressa.

  1. „Internety” – mówić o nich, czy nie?

Media tradycyjne zrezygnowały z informowania swoich odbiorców o opcjach dostępnych w Internecie. Jeśli już pojawia się w nich jakiś wątek, to jest to reportaż o zagrożeniach, jakie czyhają na nas w sieci, reklama gazety online lub zaproszenie do słuchania stacji radiowej nie tylko przez radioodbiornik, ale też w laptopie. Obawa przed zdetronizowaniem tradycyjnych środków przekazu jest tak wielka, że redaktorzy ograniczają informowanie odbiorców o „nowym” do minimum. W wyniku tego starsi ludzie nie rozumieją młodszych, a młodsi naśmiewają się ze starszych. Konflikt pokoleń wzrasta, a „internety” żerują na wojennych opowieściach, których bohaterowie bez pomocy młodego pokolenia nie są w stanie nawet samodzielnie znaleźć i odtworzyć.

Podsumowując, dziennikarstwo internetowe ma spory potencjał badawczy, ale mało kto wie, w jakich kategoriach je rozpatrywać. Przyjmowanie hipotez typu: jest zbezczeszczeniem zawodu dziennikarza bądź jedyną słuszną formą przekazu może okazać się w tym przypadku nieskuteczną próbą rozwiązania problemu. Pewnym jest, że precyzyjne zarządzanie własnym wizerunkiem w Internecie może przynieść korzyści materialne. Pewnym jest też, że materiał raz opublikowany zostaje w sieci na zawsze. Ostatecznie, pewnym jest, że nie taki diabeł straszny jak go niektórzy malują, więc może jednak warto postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować pokazując ludziom to, co mamy im do zaoferowania?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.